Kronika Uniwersytetu

Rok 2020 i 2021

                                    Opisuje Grażyna Roguska

       04 marca 2021r. – minął rok od potwierdzenia pierwszego przypadku koronowirusa w Polsce. Oczywiście wiadomo było wcześniej o szerzącym się  wirusie covid-19 w Europie, dalekich Chinach i jeszcze dalszych Stanach Zjednoczonych. Ale dopóki nie stwierdzono faktu zachorowania w naszym kraju jeszcze nie dowierzaliśmy do końca, a wizja epidemii jawiła się jako niemożliwa, jakaś taka nierealna.

       Rok 2020 trwał w najlepsze. Członkowie Uniwersytetu korzystali z różnych imprez, brali udział w lektoratach języka angielskiego i hiszpańskiego, wyginali chętnie swe ciała na gimnastyce, chodzili na „kijki” i taplali się w głębinach wód basenu. Co tydzień był wygłaszany wykład z różnych dziedzin życia. Jeszcze niektórzy podrygiwali na wspomnienie balu karnawałowego i szykowali się do spożycia wielkanocnego jajka. Aż tu nagle, z dnia na dzień , życie naszej społeczności zamarło. Wszystkie zajęcia zostały odwołane jako niemożliwe do realizacji w lock down ogłoszonym przez rząd. Główna myśl „lock down” to było zamknięcie wszystkich ludzi w domach i nie komunikowanie się z innymi ludźmi. Wyjście z domu było uwarunkowane życiowymi koniecznościami  jak zakup żywności, leków, wizytą u lekarza czy badania zdrowotne. Zamarło życie w mieście, w kraju i na naszym Uniwersytecie. Wszyscy byliśmy w szoku, ale i nadziei, że nie będzie to trwać długo. Jednak z upływem czasu, owa nadzieja lekko zmalała i zrozumieliśmy, że pandemia to kwestia co najmniej 2-3 lat. Nie mniej nasz rząd złagodził obostrzenia pandemiczne i brać uniwersytecka zaczęła jeździć na jednodniowe wycieczki. Miłośnicy wojaży udali się najpierw do Konstancina-Jeziornej, skąd wrócili zadowoleni, wypoczęci i pełni wrażeń. Za niedługo ta sama (prawie) grupa udała się do Ogrodu Botanicznego w Powsinie, gdzie koiła skołatane nerwy widokiem różaneczników, azalii, magnolii, różnych form kosodrzewiny i przede wszystkim boskimi różami. Była to uczta dla oczu i ducha, a dla ciała odbyło się pieczenie kiełbasek w „Zimnych Dołach” (dawna gajówka).

Następna wycieczka to zwiedzanie Pruszkowa, Żyrardowa i Muzeum Lwowa i Kresów Płd.-Wsch. w Kuklówce Radziejowickiej. Toco widzieliśmy w tych kolejno wymienionych miejscowościach jest dokładnie opisane w „Sowie” nr 30 i nie widzę potrzeby dublowania. Pozwolę sobie tylko na pewne uzupełnienia.

         W drodze do celu naszej wycieczki przejeżdżaliśmy przez Brwinów. I oto nagle ukazał się nam w całej swej okazałości Wacław Kowalski /Pawlak z „Sami swoi”, który był mieszkańcem tych okolic. Wdzięczni sąsiedzi i mieszkańcy nazwali jego  imieniem rondo, a także sponsorowali wymalowanie muralu przedstawiającego aktora. Stąd można było, szkoda, że tylko z okien autokaru, zobaczyć  sylwetkę Wacława Kowalskiego i poczuć to miłe połechtanie w sercu.

         Kuklówka Radziejowicka – znajduje się tutaj muzeum Lwowa i Kresów pod postacią odtworzonego dworu kresowego z 1827 r. Właścicielami są Aleksandra i Bogdan Biniszewscy. Dwór jest orientowany zgodnie ze stronami świata. Na zwiedzanie przeznaczony jest parter. Dworek jest wypełniony, ponad wszelką miarę, zabytkowymi przedmiotami użytkowymi i z różnych dziedzin sztuki a także pamiątek historycznych jak np. stara broń, sztandary pułkowe, fotografie i akcesoria wojskowe. Nie brak oryginalnych mebli, obrazów, porcelany i  współczesnych dzieł np. pieców kaflowych wykonanych w stylu pasującym do epoki. Zwiedzając to muzeum przechodzimy przez skrócony kurs historii polskiego dworu i ziemiaństwa. Zaskakujące jest to, że na pierwszym piętrze mieszkają państwo Biniszewscy, gdzie toczy się codzienne życie rodziny. Właściciele  są zakochani w swoim dworze i we wszystkich zgromadzonych w nim pamiątkach. Jest to bardzo widoczne i zarazem wzruszające. Studentki oglądające zbiory w muzeum były zachwycone i jednocześnie przerażone perspektywą sprzątania i utrzymania porządku i w czystości takiej ilości porcelany, szkła, sreber i innych drobiazgów. Pani kustosz opowiedziała jak  wyglądają prace porządkowe i to przeraziło zwiedzających. Okazuje  się, że jest to bardzo trudne przedsięwzięcie logistycznie i wymaga ogromu pracy kilku osób. Tym większe uznanie i podziękowania dla właścicieli dworku. Przed dworkiem-muzeum można było odpocząć na ławeczkach w parku, okalającym posiadłość. Nie brak też części gospodarczej ze stajniami, pastwiskami, kurnikami z drobiem przeróżnej maści i rodzajów ptactwa,  a także romantycznego zakątka dla zakochanych. Żal było wyjeżdżać.

      Nastała jesień, wrzesień pojawił  się niespodziewanie, a wraz z nim członkowie naszego Uniwersytetu zaczęli realizować program turystyczny „Mazowsze” i „Warka”. Tak jak w przypadku wcześniejszych wycieczek odsyłam do „Sowy” nr 30, gdzie dokładnie są opisane miejsca, które zobaczyliśmy i podziwialiśmy. Proponuję tylko kilka dopowiedzeń, według mnie istotnych dla naszej społeczności.

        Dobre – w tej miejscowości znajduje się Muzeum im. Konstantego Laszczki. Był to wybitny rzeźbiarz, malarz, grafik, ceramik i profesor, a także rektor Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Prywatnie jest to dziadek naszej koleżanki z uniwersytetu Teresy Janoty. Twórca ten  stworzył liczne portrety wybitnych ludzi ze świata kultury ,sztuki, nauki i polityki. Również postacie historyczne  były modelami K. Laszczki. Wszystkie wymienione w „Sowie” przykłady dzieł tego wybitnego artysty są godne obejrzenia, ale mnie /i nie tylko mnie/ najbardziej zachwyciła rzeźba w brązie pt. „Zasmucona”. Modelem była podobno miejscowa dziewczyna. Warto odwiedzić to muzeum, aby zapoznać się  z twórczością tego wybitnego  artysty i obejrzeć jego dzieła w oryginale.

         Patrykozy – w miejscowości tej znajduje się pałac, którego właścicielami są Maurycy Zając z żoną. Są Oni jednocześnie kustoszami i przewodnikami . Wszystkie informacje zawarte w „Sowie” nr 30 potwierdzam z przyjemnością. Chcę tylko opowiedzieć o niespodziance, jaką przygotował  właściciel, oprowadzający nas po pałacu. Otóż, na samym początku zwiedzania, właściciel pokazał „urządzenie-gramofon” czyli  podziurkowaną, metalową, okrągłą płytę, walec i położył łapę (tak jak w adapterze) na tej płycie. Popłynęły czyste, głośne , nasycone dźwięki sprzed lat. Staliśmy i słuchaliśmy jak oniemiali. Nie mogliśmy wyjść z podziwu słysząc melodię z XIX wieku w tak kryształowym brzmieniu. Gorąco polecam odwiedziny tego neogotyckiego pałacu. Brać uniwersytecka wyszła z pałacu uduchowiona pięknem tegoż pałacu, jego wyposażeniem, architekturą wnętrza, zgromadzonymi dziełami sztuki, wystrojem. Choć na chwilę udało nam się nie pamiętać o pandemii na świecie.

        Korczew – w dziejach pałacu zawiera się tragiczna historia tysiąca zabytków w Polsce. Począwszy od dewastacji wojennych poprzez celowe i świadome niszczenie w latach następnych, rozkradanie przez miejscową ludność wszystkiego co mogło się przydać. Duże wrażenie na nas zrobiła gablota z przedmiotami skradzionymi i po latach zwróconymi przez ludzi. Obecnie tj. od 1989 r. pałac odbudowywany jest przez spadkobierczynię p. Beatę Ostrowską-Harris i synów Aleksandra i Dominika. Robią oni to z pasją i miłością od 30 lat mając nadzieją na przywrócenie stanu pałacu sprzed II wojny światowej. I jak można stwierdzić są na najlepszej drodze do osiągnięcia celu. Korczew działa na skołatane serce jak balsam udowadniając, że niemożliwe jest możliwe jeśli się tylko tego chce naprawdę.

         Mościbrody – ostatni punkt programu wycieczki to XIX wieczny zespół dworsko-parkowy składający się z dworu, obory i spichlerza. Po spacerze po parku i okolicach stawów rybnych udaliśmy się na obiad by pokrzepić nieco nasze ciała. Szkoda, że kuchnia zaserwowała nam schaboszczka  a nie dania regionalne np. bliny czy cepeliny. Ale cóż, zjadło się obiad  i udaliśmy się w drogę powrotną.

         Warka – odsyłam do opisu w „Sowie” nr 30. Pozwolę sobie tylko na uzupełnienie informacji o rzeźbie „Adam i Ewa”  ulokowanej w parku tuż przy pałacu. Z wielką przyjemnością odkryłam spacerując po parku, że autorem rzeźby jest Renata Komorniczak, moja licealna koleżanka. Odczułam coś na kształt dumy, że znam autorkę, że tyle o niej wiem, że została artystką malarzem-rzeźbiarzem, choć  w szkole dała się zapamiętać jako osoba inteligenta, zdolna ale skromna i nieprzebojowa. Rozpiera mnie satysfakcja, że tyle udało się jej osiągnąć. Renatko – szczere gratulacje.

          Mała Wieś – zachęcam do przeczytania opisu w „Sowie” nr 30, który uzupełnię tylko informacją o królewskim kamieniu. Otóż w parku znajduje się kamienna ławeczka. Są to płaskie kamienie ułożone na kształt ławki i oto na tej ławeczce  siadywał nie kto inny ale sam król Stanisław August Poniatowski bawiąc w rezydencji. Nie wiele myśląc usadowiłam się na ławeczce bo skoro król mógł to ja też. Przez moment poddałam się nastrojowi historycznej chwili, po czym wróciłam do rzeczywistości. Odtąd noszę w sobie przekonanie o swej wielkości równej królewskiej. Koniec żartów, ale było miło.

         Belsk Duży – zob. „Sowa” nr 30

         W związku z zaostrzeniem się pandemii trzeba było zrezygnować z realizacji pozostałych zaplanowanych wycieczek.

       W tym miejscu wróćmy do 18 czerwca 2020 r.  – w tym dniu miało miejsce zakończenie roku akademickiego 2019/2020. Uroczystość odbyła się w reżimie sanitarnym. W dniu 20 sierpnia 2020 r. odbyło się Walne Zebranie Delegatów

(nie Członków, ze względu na nakazy związane ze stanem pandemii), na którym  przyjęto sprawozdanie finansowe i merytoryczne przedstawione przez Zarząd.

Zebrani delegaci udzielili Zarządowi absolutorium na kolejny okres. Prezes przedstawiła 2 koleżanki: Dorotę Pietrek i Dorotę Kowalówkę, które zasiliły stan zastępców członków. Pierwsza powołana decyzją Zarządu na wolne miejsce,  druga zastąpiła Annę Olędzką, która złożyła rezygnację. Delegaci jednogłośnie zaakceptowali obydwie kandydatury.

        Podczas wakacji nowe władze wraz z chętnymi uczestnikami obmyślały strategię działania uniwersytetu w nowym roku akademickim w warunkach normalnych i pandemii. Wykonano dużą robotę w przestawieniu się na  pracę w systemie on-line.

         I oto  8 października 2020 r. miała miejsce inauguracja roku akademickiego 2020/2021.   Żacy otrzymali „Sowę” nr 30, a w niej ambitny plan działalności  /wówczas pandemia była jakby w odwrocie – co szybko okazało się złudzeniem/, który w dużej części został zniweczony przez covid-19. To co udało się przenieść do realizacji on-line zrobiono szybko. I tak ruszyły lektoraty języka angielskiego na 3 poziomach prowadzone przez panie: Magdalenę Giembicką, Agnieszkę Pusz i  Agnieszkę Wójcik-Czerniawską.                                        Języka hiszpańskiego usiłuje uczyć nas też  p. Agnieszka Wójcik-Czerniawska. Z przykrością odnotowuję, że p. Maryla Ławrynowicz, długoletnia lektorka nie kontynuuje współpracy z WTUTW.  Z kopyta ruszyły też zajęcia on-line z gimnastyki, prowadzone przez 2 panie: Beatę Pociask i Małgorzatę Niwińską.  Ma to dobre i złe strony. Wadą jest zapewne brak bezpośredniego kontaktu z koleżankami i kolegami, niemożność porozmawiania i rozluźnienie więzi społecznych.  Zaletą jest wygoda i możliwość ćwiczenia bez konieczności wychodzenia z domu w np. niesprzyjającą pogodę.  Uczestnicy zajęć łączą się z platformą 10 minut wcześniej i rozmawiają, wymieniają się informacjami, żartują i narzekają. Widać jak bardzo brakuje nam bezpośrednich kontaktów, jak bardzo spragnieni jesteśmy wzajemnego widoku naszych twarzy, bycia ze sobą, poszeptania na ucho,  posłuchania nowinek z życia i uśmiania się z dowcipu. Spotkania wirtualne przed zajęciami stanowią określoną wartość w czasach izolacji.  Życie zdalne to nie dla nas. Ale jakiś czas musimy  funkcjonować w ten sposób.

         Plany programowe w postaci tematycznych wykładów w siedzibie uniwersytetu jak i poza nim szybko zostały zweryfikowane przez pandemię. Okazało się, że nie ma innego sposobu jak tylko prowadzić wszelką działalność w trybie on-line.

         Dużym wzięciem cieszą się wykłady p. Beaty Artymowskiej – kustosza Zamku Królewskiego, z  którą odwiedzamy miasta Europy. I tak wspólnie zwiedziliśmy Padwę, Weronę i ostatnio Florencję. Wykłady ilustrowane są zdjęciami poszczególnych omawianych obiektów. Skoro nie możemy teraz pojechać osobiście do tych miast, pozostaje nam podróż  wirtualna pod kierownictwem znakomitej przewodniczki. Kiedyś  minie pandemia i będziemy swobodnie podróżować po świecie, wiedza zdobyta na wykładach ułatwi nam poruszanie się po zwiedzanych miejscach, miastach i zabytkach. Bo podobno tyle się widzi, ile się wie.

        W listopadzie  mogliśmy wysłuchać co ma w/w Pani do powiedzenia na temat Józefa Sigalina – wielkiego budowniczego Warszawy. Wydaje się, że postać tego budowniczego i architekta była większości naszym studentom nieznana. Była więc to okazja do poszerzenia wiedzy. To samo można powiedzieć o wykładzie kustosza Daniela Artymowskiego na temat Słowian w ujęciu mitu i rzeczywistości.

          Z przykrością piszę, że w tym roku po raz pierwszy nie odbyło się spotkanie świąteczne (opłatek) ani też bal karnawałowy. Druga fala pandemii zamknęła nas w domach i zostaliśmy zdani wyłącznie na korzystanie z imprez zorganizowanych przez różne instytucje. Co gorsze, pojawiły się sygnały od naszych koleżanek o chorobie na covid-19.

         Balsamem  na nasze żakowskie smutne i pandemiczne dusze są niewątpliwie wykłady p.  Kamili Wieczorek, która umiejętnie łączy dwie pasje: miłość do muzyki i podróżowania. W lutym 2021 r. odbyliśmy wspólną podróż do  Wiednia – muzycznego salonu Europy. Prelegentka opowiadała ze swadą o najwybitniejszych kompozytorach  i wirtuozach muzyki poważnej, operowej, operetkowej i musicalowej. A wszystko to ilustrowane było fotografiami Wiednia i wzbogacone nagraniami omawianych utworów . Cała przyjemność po naszej stronie patrzeć na świat, którego już nie ma,  słuchać muzyki  i tańczyć w balowej sukni, choćby tylko w wyobraźni. Podróżowanie z p.  Kamilą Wieczorek, to wielka frajda i z tego co wiadomo, cieszy się wielkim powodzeniem w  naszej społeczności.

        W styczniu  2021 r. przyszło zaproszenie do obejrzenia sztuki Aleksandra Fredro pt. „ Damy i Huzary” . Główne role zagrali: Krystyna Janda i Andrzej Grabowski. Było to przeniesienie z teatru telewizji z 2015 r. Wspaniałe przedstawienie, do zaśmiania się do łez. Nie ma jak stary, poczciwy Fredro.  

        08 marca 2021 r. – Dzień kobiet.

Z okazji babskiego, święta, nieświęta (jak kto woli) była możliwość wysłuchania koncertu transmitowanego z wytwornej sali balowej Zamku Królewskiego przez Mazowiecki Teatr Muzyczny im.  Jana Kiepury. Koncert prowadził doświadczony i perfekcyjny Robert Janowski, a śpiewali Igor Herbut /vocal/, Krystian Krzeszowiak (tenor) i Piotr Lempa (bas). Mogłyśmy, my kobitki, usłyszeć światowe standardy przeboje najpopularniejszych wykonawców m.in. „Besamo Mucho” C. Francois, ” My way” Velazqueza czy „Dobranoc” A. Kurylewicza. Koncert zakończyło wspólne wykonanie przez w/w solistów przeboju J. Kiepury: „Brunetki, blondynki”. Ach, dusza wyrywa się z piersi.

        Nasze władze uczelniane pomyślały też o zdrowiu swoich studentów i zorganizowały cykl wykładów i zajęć praktycznych dotyczących zdrowia psychicznego.  Zamknięci w domach, osamotnieni, przytłoczeni niedobrymi wiadomościami płynącymi zewsząd, przeżywamy różne niepokojące stany, począwszy od popsucia nastroju poprzez chandrę, apatię, załamanie aż po depresję. Ciągły strach o zdrowie własne i bliskich buduje w naszych psychikach napięcia, z którymi  nie możemy sobie poradzić. Na pomoc ruszył nasz uniwersytet organizując cykl wykładów i warsztatów psychologicznych (2 grupy). Zajęcia z psychologii prowadzą 2 panie:  Ewa Drop i Izabela Cymer,                                                           doświadczone psycholożki, które w przystępny sposób tłumaczą zawiłą materię psychologii i uczą nas właściwego postępowania tak, abyśmy jak najdłużej cieszyli się zdrowiem i zachowali chęć do życia.

 Wysłuchaliśmy następujących wykładów:

1/ Co warto wiedzieć o stresie i stresie w pandemii?

2/ Poznaj niektóre sposoby radzenia sobie ze stresem

3/ Pułapka myśli – jak mimo pandemii zapanować nad rozmyślaniem i  

       zachować pogodę ducha.

Warsztaty, dla osób chętnych miały nam pomóc w radzeniu sobie ze stresem:

„Trening zmiany myślenia i kontroli nad zamartwianiem się”
„Trening relaksacyjny Jacobsona”
„Ćwiczenia z uważności”

„Trening autogenny Schulza i prowadzona wizualizacja”

       Cały ten realizowany plan zajęć on-line nie mógłby się zdarzyć gdyby nie p. Wojciech Madejski, członek naszej uniwersyteckiej społeczności, który z oddaniem lepszej sprawie, ogarnął problem przekazu informatycznego i dotarcia do jak największej liczby słuchaczy z nowoczesnymi technikami komunikowania się. To dzięki niemu wiele osób uzyskało dostęp do platform cyfrowych, nauczyło się korzystać z zoom-a, facebook-a czy skype i może teraz uczestniczyć w życiu wirtualnym naszej społeczności. Wielkie dzięki.

        Wielkie podziękowania należą się też zarządowi, który dwoi się troi aby znaleźć ciekawe propozycje wykładów czy to z dziedziny nauki, sztuki czy innych dziedzin życia. Wspominałam już o możliwości obejrzenia spektaklu „Damy i Husary”- Fredry. W  dniu 19 marca 2021 r. prezentowany była sztuka wystawiana przez teatr Młyn pt. „Niedzielne popołudnie”.  Niestety możliwość skorzystania z jakieś propozycji jest bardzo ograniczona czasowo i często studenci nie zdążą nawet dowiedzieć się o wydarzeniu. Stąd konieczność kilkakrotnego w ciągu dnia zaglądania do poczty mailowej, o co gorąco apelujemy.

       Nie bez znaczenia jest działalność informacyjna prowadzona przez WTUTW. Otóż, jesteśmy informowani na bieżąco o wszelkich aktualnościach dotyczących naszego zdrowia i bezpieczeństwa np. dane o wolnych miejscach do zaszczepienia się przeciwko covid-19, punktach szczepień. Są też informacje odnośnie możliwości spędzenia wolnego czasu poza uniwersytetem np. wirtualnie w Zamku Królewskim, w którym w marcu 2021 r. można było zobaczyć zastawę stołową prezydenta Ignacego Mościckiego i obrazy wypożyczone z Muzeum Narodowego. Nie sposób jest wymieniać po kolei wszystkich imprez, wykładów i uroczystości, w których mamy możliwość uczestniczenia.

      Mogłoby się wydawać, że w trudnym okresie pandemii, nic ciekawego nie dzieje się. A jednak – dzieje się dzięki wysiłkowi wielu osób. Większość słuchaczy zaadaptowała się do nowej sytuacji i lepiej lub gorzej daje sobie radę z nową formą działania. Niestety są też tacy, którzy nie poradzili sobie, nie chcieli lub nie mogli i odeszli. Mamy nadzieję, że kiedyś powrócą.       

        18 marca 2021 rząd ogłosił kolejny lock down w związku z 3 falą pandemii, która jak na razie wydaje się najgroźniejsza i tragiczna w ilości ofiar śmiertelnych. Wszelka działalność poza uniwersytetem zostaje wstrzymana. Pozostała nam tylko praca w systemie zdalnym.

        Część słuchaczy, jak informują, są już zaszczepieni po dwa razy. Inni dopiero będą szczepieni po raz pierwszy, ale do końca czerwca, wszyscy którzy będą chcieli, otrzymają zastrzyk z ratunkiem na to całe zło.

         Zbliża się Wielkanoc, którą spędzimy w warunkach społecznej izolacji. Nie odbędzie się też tradycyjne jajeczko na naszej uczelni. Żal, ale trudno. Byleby skończyła się pandemia- wszystko warto temu poświęcić.

         Jeszcze w marcu miała miejsce podróż z p. Kamilą Wieczorek na Węgry. Ta przemiła przewodniczka oprowadziła nas po Budapeszcie, Egerze, Sentendre i Estergomie – najważniejszych miastach Węgier, pokazała charakterystyczne miasteczka z ich uliczkami, zakątkami i knajpkami. Najpierw był krótki zarys historii, a potem to już oczy mogliśmy napawać widokami, a uszy sycić muzyką węgierską.  Wykład zakończył się przypomnieniem wkładu Węgrów w kulturę świata, ich zasługi na polu filmowym i muzycznym oraz tym, że twórcą kostki Rubika był właśnie Węgier.

        Niestety, źle się dzieje w państwie  duńskim i prawie w całej Europie. Trzecia fala pandemii przybiera zarówno w licznie zakażonych jak i śmierci. Rząd zaostrza restrykcje, które wydają się być spóźnione i nieprzemyślane. Cóż nasz  Uniwersytet działa wyłącznie w trybie on-line, a wszelkie wyjścia osobiste do muzeów, pałacyków i na wystawy nie są znowu możliwe. Siedzimy w domach i w między czasie szczepimy się. Nasi studenci, jako ludzie świadomi, nie bojkotują szczepień i chętnie uczestniczą w akcji.

       A tu niespodzianka. Z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru, który przypada na 27 marca  otrzymaliśmy wysyp propozycji do oglądania i słuchania. I tak każdy znajdzie coś dla siebie bo oferta jest naprawdę bogata. Miłośnicy opery mogli usłyszeć 10 najsłynniejszych arii w ramach spektaklu pt. „Operowym głosem” udostępnionym przez Teatr Wielki i Operę Narodową. Najpiękniejsze piosenki przedwojennej Warszawy można było usłyszeć w 50 minutowym przedstawieniu Studio Buffo pt. „Tyle miłości” i przy okazji posłuchać wspomnień Stefanii Grodzieńskiej. Wspaniała przygoda muzyczna dla miłośników dawnych szlagierów Warszawy, której już nie ma. Również propozycje teatralne były godne uwagi i obejrzenia. Było ich sporo, niestety czas z korzystania  z nich był od 48 godzin do 7 dni. Trzeba było się śpieszyć i wybierać bo wszystkiego nie dało się obejrzeć. Propozycje sztuk teatralnych przysłały teatry warszawskie i z innych miast polskich jak np. Radom, Lublin, Kraków, Olsztyn, Łódź, Kielce.

       Wielkanoc za nami i już od środy ruszyły zajęcia. Niestety sytuacja pandemiczna w kraju pogarsza się z dnia na dzień i nie widać szans na poprawę. A kondycja psychiczna Polaków jest coraz słabsza i widać wiele frustracji. Dlatego z przyjemnością wysłuchaliśmy wykładu pani Beaty Artymowskiej pt. „Drezno”. Lektorka przeprowadziła nas po dziejach miasta w kontekście wspólnej polsko-saksońskiej historii. Mogliśmy zobaczyć herb Polski i Litwy na tarczy herbowej króla Augusta II i III, eksponowanej w wielu miejscach słynnego Zwingera, a także na porcelanie, szkle użytkowym itp. Dzięki lektorce można było zobaczyć obraz Rafaela „Madonna Sykstyńska” w muzeum malarstwa czy też obrazy Canaletta, które umożliwiły później odbudowanie zburzonego w 1945 roku miasta. Widziałam ten obraz w oryginale i stwierdzam, że żadna fotografia nie oddaje w pełni piękna i kunsztu dzieła. Będąc w Dreźnie, nawet jak się nie jest koneserem malarstwa, obowiązkowo trzeba iść do galerii i zobaczyć obraz na własne oczy. To samo dotyczy galerii porcelany. Drezno to wyjątkowe miasto i należy pomyśleć o wycieczce.  Miłośników literatury i historii zaprasza muzeum poświęcone Ignacemu Kraszewskiemu i hrabinie Cosel. Na razie wycieczka do Drezna jest niemożliwa, dziękujemy więc za wirtualną podróż.

       Po raz pierwszy od istnienia naszego Uniwersytetu nie ukazała się „Sowa”, co z przykrością odnotowuję, a robię to z kronikarskiego obowiązku.

        W kolejne podróże historyczno-krajoznawcze zabrał nas dr Olaf Kwapis, który z niebywałym entuzjazmem pokazał nam mniej znane rezydencje królewskie na Dolnym Śląsku: Kamieniec Ząbkowicki, Mysłakowice i Karpniki. Wspomniał też o Bukowcu, Henrykowie, Łomnicy, Wojanowie. Wykład okraszony został historycznym rzutem na dzieje współczesnej Europy, a zwłaszcza części należących do ówczesnego Królestwa  Prus / 1815-1866/. Usłyszeliśmy przy okazji historię kwadrygi na Bramie Brandenburskiej w Berlinie i odznaczenia: Krzyż żelazny. Ze wszystkich wymienionych rezydencji na czoło wysuwa się Kamieniec Ząbkowicki, którego projektantem był architekt Schinkler. Pałac wybudowano w stylu neogotyku, a jego właścicielem była Marianna Orańska wielce zasłużona dla Dolnego Śląska. Zasłynęła z dobroczynności i wielu przedsięwzięć dla rozwoju regionu. To na jej cześć marmury z Sudetów i porcelana noszą nazwę : „biała marianna”. Rezydencja prezentuje wspaniałe wnętrza, meble, kominki i przepiękne witraże.  Pałac otacza zespół parkowo-leśny ze sztucznymi ruinami, romantycznymi zakątkami i oczkami wodnymi. Obiekt ten można zwiedzać w przeciwieństwie do pozostałych rezydencji, które obecnie znajdują się w rękach prywatnych właścicieli lub znajdują się w nich obiekty użytkowe jak np. szkoła i hotele.   Można oglądać je z zewnątrz i spacerować po okalających je parkach.

        Druga wycieczka z p. Olafem Kwapis odbyła się do Wenecji, tej dawnej historycznej i obecnej, tęskniącej do turystów. A jeszcze tak niedawno bano się, że Wenecja zostanie zadeptana przez ludzi.  Tytuł wykładu brzmiał: „Dobroczynność  i sztuka”. Wenecja, która zachwyca nas swoim pięknem, wyjątkowością i jedynym w swoim rodzaju klimatem, niegdyś pełniła rolę ważnego portu i punktu towarowego z Azji do Europy. To tu kończył się jedwabny szlak, to tu przywożono niewolników Słowian ze środkowej Europy. W czasach nam bliższych warto zwrócić uwagę na rolę Napoleona Bonaparte i niestety Legionów Polskich Henryka Dąbrowskiego w plądrowaniu i ograbianiu Wenecji. To tylko dowodzi, że historia nie jest biała i czarna, ale zawiera wiele szarości i my, Polacy też mamy co nie co za uszami. Decyzją cesarza Wenecja przeszła na własność Austrii aż do 1866 r. Potem została włączona do Królestwa Włoch. Po długim rysie historycznym prelegent zaprosił do zwiedzania nie tylko sztandarowych zabytków i dzieł architektury ale i nieznanych na ogół miejsc, zaułków, zapomnianych kafejek, tajemniczych zakątków. W tempie błyskawicy obejrzeliśmy obrazy słynnych malarzy, witraże i dzieła weneckiej architektury. A może by tak odwrotnie – krócej o historii         (zwłaszcza tej starożytnej),  a więcej czasu przeznaczyć na współczesność?

          Druga połowa kwietnia 2021 r. – pandemia jakby nieco odpuszczała. Piszę to nieśmiało aby nie zapeszyć.

         W kwietniu mieliśmy okazję wysłuchać i obejrzeć wykład p. dr hab. Eweliny Hallman pt.” Związki bioaktywne w warzywach i owocach z upraw ekologicznych”. Prelegentka w sposób uczciwy naukowo przedstawiła zalety i wady upraw ekologicznych i konwencjonalnych.  Ostateczny wniosek z badań naukowych przemawia na korzyść ekologii, która optuje za uprawami bez syntetycznych nawozów i środków ochrony roślin oraz pestycydów. Ekologiczne warzywa i owoce zawierają więcej związków biologicznie czynnych i to je zaleca się do konsumpcji. A tak w szczególności jedzmy to co czerwone, granatowe, fioletowe, brązowe, pomarańczowe i żółte, małe czy duże bez znaczenia. Królową warzyw jest papryka i pomidor oraz czerwona cebula. Cieszy mnie to niezmiernie gdyż pomidory są moją miłością kulinarną od zawsze. Jestem za.

Cdn.